Grabiliśmy liście.

Paliliśmy ognisko.

Zjadaliśmy jesienne owocki prosto z krzaczka. Jak nikt nie widział to wszystkie jak leciało-dojrzałe i te mniej dojrzałe.


Nie wszystkie były do końca smaczne.

Trzeba było tacie pomóc skosić trawę.


A w nagrodę było latanie.

I jeszcze trochę zabaw.



I lecimy dalej, bo czasu szkoda tak siedzieć w jednym miejscu całe 2 minuty.